Jak to z czegoś złego może urodzić się czasem coś dobrego

Czasem spece zajmujący się marketingiem politycznym wpadną na pomysł kampanii medialnej, która, mając na celu obronę tylko jednej osoby, promuje tym samym wejście w życie przepisów oczekiwanych przez całą grupę zawodową.

Manewr ten wielokrotnie był z powodzeniem stosowany do tej pory przez obecne kierownictwo SOK. Z tym, że do tej pory był skierowany tylko na wewnętrzne podwórko naszej spółki. Wygląda jednak na to, iż ze względu na fakt, że problemami pracowników byłych i obecnych Straży Ochrony Kolei zajął się ogólnokrajowy portal Onet, działania zagrożonego kierownictwa SOK również przeszły na wyższą półkę.

Zastosowano tzw. przeciwuderzenie dezinformujące, czyli po otrzymaniu pytań od dziennikarza Onetu szybko dobrano taktykę medialną opierającą się na półprawdach i stereotypach, aby uprzedzić negatywny artykuł. Skala działań w obronie jednej osoby jest wręcz zdumiewająca. Zachodzi przy tym pytanie, dlaczego Komendant Główny SOK, skoro posiada takie siły i środki medialne, nie używał ich wcześniej w celu forsowania ustawy o straży ochrony kolejowej?

Przypomnieć należy, że ostatni projekt ustawy o straży ochrony kolei ukazał się w dniu 21.04.2016 r. Wszystkie związki go zaakceptowały, przy czym tylko jedyną organizacją związkową wniosła, uwagi do ministerstwa, tj. NSZZ Solidarność w okresie konsultacji. Następnie pomimo ustaleń w Komendzie Głównej SOK o niemieszaniu się związków do ww. projektu ministerialnego przynajmniej jeden związek próbował zbić na nim swój kapitał polityczny, poprzez choćby zrobienie sobie selfie z ministrem.

I cóż, od tamtej pory medialna cisza, projekt leży w szufladzie i nic się nie dzieje, a przecież mogło się dziać tak wiele przy udziale, jak się okazało, sprzyjających naszej formacji mediów. Bardzo potrzebna była jakaś kampania promocyjna bazująca na przykład na pozytywnym przesłaniu.

Stało się inaczej, no cóż, stare amerykańskie przysłowie mówi: „Nieważne, co o mnie mówią, ważne, żeby poprawnie pisali nazwisko”. Zgodnie z tą zasadą ruszyła kampania dla ochrony Komendanta Głównego SOK jako jedynego orędownika ustawy o straży kolejowej broniącego jej przed chciwymi spółkami ochroniarskimi z powiązaniami w dawnych służbach itd. i to jeszcze przez media będące własnością niemieckiego kapitału.

Bazując na zakorzenionym stereotypie ww. spółek ochroniarskich jako firm o wątpliwej reputacji (właściciele powiązani z różnymi byłymi formacjami służb bezpieczeństwa), budowano historię prawie jak z Jamesa Bonda. I pewnie tyle samo mającą wspólnego z prawdą. Myślimy, że tymi wypowiedziami Komendant Główny SOK w mediach wywołał niezłą konsternację w tychże spółkach ochraniarskich.

Skąd może się brać konsternacja odbiorców ww. informacji medialnych? Jest kilka powodów:

  • Po pierwsze, skąd funkcjonariusz publiczny, jakim jest Komendant Główny SOK, wie, ile wydają spółki kolejowe na ochronę? Czy wielkość środków na ochronę stanowi informację publiczną, czy raczej stanowi tajemnicę przedsiębiorcy, w tym np. PKP S.A.?

  • Po drugie, stanowią sprzeczność z informacjami, jakie Komenda Główna SOK przekazała na początku 2014 roku Federacji Związków Zawodowych Kolejarzy, a opublikowanymi na Rynku kolejowym (https://kurierkolejowy.eu/aktualnosci/18029/fzzp-pkp-nie-przekonany-do-nowych-zasad-bezpieczenstwa-na-dworcach.html) a wywiadem Komendanta Głównego dla Polskiego Radia (https://www.polskieradio.pl/130/5819/Artykul/2039209,Straz-Ochrony-Kolei-bedzie-podlegac-pod-MSWiA).

  • Po trzecie, komentarze opublikowane przez część mediów takich jak: wpolityce, wgospodarce, TVP Info, Panorama itd., ewidentnie bronią prywatnego interesu Komendanta Głównego SOK. Tylko przed czym, przecież on sam ujawnił wysokość kwot przeznaczonych na ochronę przez spółkę PKP S.A. Czy możliwym jest, żeby samo ujawnienie mogło spowodować atak lobby firm ochraniarskich na projekt ustawy o sok? O ile wiemy, o wiele łatwiej byłoby lobbystom wnosić uwagi do projektu w fazie konsultacji.

 

Czas na meritum sprawy, czy to się w ogóle ma jakiś sens, czy też nie.

 

Aby to zagadnienie rozwikłać, trzeba się wrócić do początku 2014 roku i odpowiedzi Komendy Głównej SOK zamieszczonej w „Kurierze kolejowym”. Oto jej najistotniejsze fragmenty:

<<Procedura Koordynacji służb na dworcu kolejowym>>” (wydana przez Spółkę PKP S.A.) określa współpracę podmiotów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo na terenie dworca kolejowego. Zgodnie z zapisami w wymienionym dokumencie współpraca pomiędzy funkcjonariuszami i pracownikami ochrony powinna się odbywać na zasadzie partnerstwa, a jej celem jest zapewnienie zarówno bezpieczeństwa podróżnych, jak i szeroko pojętego bezpieczeństwa na dworcach kolejowych (...) Pragnę nadmienić, że Zarządca obiektu ma obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa podróżnym na dworcu kolejowym i ponosi za to odpowiedzialność. Żeby wypełnić ten obowiązek Zarządca wynajmuje firmy ochrony, określa wymagania wobec nich i rozlicza z realizacji. Tym samym pracownicy ochrony uzupełniają obszary, w których ze względu na zadania funkcjonariusze SOK nie mogą całodobowo sprawować nadzoru.”

Jeżeli zgodnie z tym pismem Komenda Główna SOK stwierdza, że Zarządca obiektu ma obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa podróżnych na dworcach, bo funkcjonariusze SOK nie mogli w 2014 roku zapewnić całodobowego nadzoru na dworcach kolejowych, to jak to się ma do wypowiedzi Komendanta Głównego SOK w Polskim Radiu: „Odnosząc się do kwestii zapewniania bezpieczeństwa na terenach kolejowych, dr inż. Józef Hałyk zwrócił uwagę na to, że oprócz SOK na dworcach pracują ochroniarze. Jak wskazywał, generuje to bardzo duże koszty. – Są to miliony złotych. Ponad 50 milionów kosztuje firma ochroniarska, która jest wyłaniana w przetargu przez PKP S.A. – mówił gość PR24. – Jako Straż Ochrony Kolei, przy obecnym stanie zatrudnienia, obecnym sprzęcie i możliwości pozyskania takich funduszy, jesteśmy w stanie zagwarantować bezpieczeństwo na obszarach kolejowych – podkreślał szef SOK.”

Przecież zatrudnienie w Straży Ochrony Kolei od tego czasu nie wzrosło, a spółki kolejowe nie zostały zwolnione z obowiązku dbania o zabezpieczenia własnego mienia i bezpieczeństwa na swoim obszarze działania.

Parafrazując, jeżeli wejście ustawy o sok miałoby spowodować, że PKP i inne spółki przestaną wynajmować firmy ochraniarskie, a zaoszczędzone pieniądze na ten cel przeznaczą na SOK, to byłaby to superdecyzja, a idąc dalej, wszystkie pozostałe firmy w Polsce powinny również iść za tym przykładem i nie wynajmować ochraniarzy, tylko przekazać te pieniądze na przykład na policję państwową. Na pewno będzie lepiej i bezpieczniej.

Ale czy czasem już tego nie robią, płacąc podatki?

Czy Straż Ochrony Kolei, która, co prawda, umiejscowiona jest w spółce skarbu państwa PKP PLK S.A. za swoje działania nie otrzymuje dotacji z budżetu państwa?

Otóż otrzymuje dotacje.

Problem jest od lat tylko jeden, podstawowy. Formacja ta powinna być jak inne dbające o bezpieczeństwo publiczne formacje państwowe usytuowana jako organ państwa, a nie częścią spółki PKP PLK S.A. To powinno być jasne dla wszystkich. I to jest również jasne jak słońce dla wszystkich obecnych i byłych pracowników Straży Ochrony Kolei.

W czym w takim razie tkwi problem?

Obecne kierownictwo Komendy Głównej SOK gra wprowadzeniem ustawy o straży ochrony kolei jak kartą przetargową. Ten proces trwa już to od lat. Efekty tego są różne. Czasem wydawało się, że ustawa była już tuż, tuż od uchwalenia, a czasem daleko jak stąd na Księżyc. W tym czasie w Komendzie działy się różne rzeczy, w tym i te, które obnażył dziennikarz pan Marcin Wyrwał. I teraz co się dzieje? Ktoś wprowadza plan naprawczy w Komendzie Głównej SOK? Czy może analizuje działania kierownictwa wobec własnych pracowników?

Nie, za to urządza się „polowanie na czarownice”, czyli wyimaginowanych wrogów ustawy, którzy odważyli się otwarcie krytykować kierownictwo SOK. Twierdzi się bezpodstawnie, że, jeśli nie będzie obecnego Komendanta Głównego SOK, to na pewno nie będzie ustawy oraz że nikomu bardziej w Straży Ochrony Kolei na wejściu ustawy nie zależy tak jak Komendantowi Głównemu SOK.

W tej sytuacji wszyscy mają siedzieć cicho, nie krytykować kierownictwa, zamiatać niechlubne sprawy pod dywan, bo jak nie to, nie będzie ustawy o sok.

Otóż, nie zgadzamy się z tą narracją i oświadczamy, że dość zamiatania pod dywan i zastawiania się jak parawanem wejściem ustawy o SOK, kiedy w tym czasie rosną dysproporcje w wynagrodzeniach wśród pracowników, bez zachowania odpowiednich procedur w trybie nadzwyczajnym awansowani są pracownicy na eksponowane stanowiska oraz zwalnia się bezpodstawnie osoby prowadzące konstruktywną krytykę kierownictwa Komendy Głównej SOK.

Pragniemy przypomnieć, że projekty ustaw dotyczące prawidłowego usytuowania Straży Ochrony Kolei pod ministerstwo MSWiA były tworzone przez związki zawodowe, a nie kierownictwo SOK.

Niestety, sprawy zaszły tak daleko, że mamy już w firmie mobbing i brak faktycznych działań mających na celu mu zapobiegać. Przy tym zauważamy, iż rozpoczęto zwalnianie osób, które go potwierdzały przed sądem, bądź prowadzone są „wydobywcze” kontrole u pozostałych świadków zeznających na korzyść poszkodowanego.

Ponadto poinformowano nas, że czeka SOK zmiana w regulaminie organizacyjnym, której celem jest utworzenie nowego prominentnego stanowiska naczelnika szkolenia z wynagrodzeniem sięgającym Komendantów Regionalnych. Ta sama plotka wskazuje, iż miałaby to być zamiejscowa komórka Komendy Głównej SOK w Zbąszyniu, stworzona docelowo dla osoby wskazanej w jeszcze nieprawomocnym uzasadnieniu wyroku sądu jako jednego z mobberów. Jeżeli te doniesienia potwierdziłyby się, byłby to kolejny skandal. Przy tym kodeksowy nakaz dla pracodawcy przeciwdziałania mobbingowi osiągnąłby nowy kuriozalny wymiar, ponieważ odizolowanie mobbera nastąpiłoby poprzez awansowanie go na stanowisko wyższe lub równoległe. W takiej sytuacji należałoby stwierdzić, że mobbing w spółce nie jest piętnowany, a wręcz odwrotnie, jest akceptowany, a nawet promowany.

Nasuwa się przy tym zasadnicze pytanie, po co wprowadzać zmiany do regulaminu organizacyjnego, jeżeli Komenda Główna SOK sugeruje, że ustawa jest już tak bardzo blisko szczęśliwego finału?

Mamy jednak nadzieję, że to tylko plotka, choć zasygnalizowano już związkom zawodowym na naradzie zamiar wprowadzenia zmian w regulaminie organizacyjnym, jednak wierzymy, że spółka nie dopuści do jeszcze większego skandalu.

Przy tym nie można pominąć faktu zwalniania chronionych działaczy niektórych związków zawodowych z rażącym naruszeniem prawa. Niestety, ten proceder pomimo kontroli PIP dalej w Straży Ochrony Kolei kwitnie.

W związku z powyższym informujemy pracowników Straży Ochrony Kolei, że Związek Zawodowy Kolejarzy Śląskich jest jednym z orędowników wejściu ustawy o Straży Ochrony Kolei, natomiast informujemy z całą stanowczością, iż będziemy dalej walczyć o prawa pracownicze w Straży Ochrony Kolei. Mamy przy tym nadzieję, że w nowej formacji nie będą miały miejsca sprawy takie jak omówione w reportażu „Błyskawiczne kariery, mobbing i skandaliczne zwolnienia w SOK”.

A opowieści o działaniu firm ochraniarskich przy ustawie możemy włożyć między bajki np. obok tej o złym wilku i czerwonym kapturku będzie tam pasować.